Ads 468x60px

czwartek, 3 kwietnia 2014

W Walii zakochani...

Moją teorię, że czas zdecydowanie za szybko leci potwierdzam po raz kolejny. :-)
Dopiero co nie mogłam się doczekać wyjazdu, a już jesteśmy w domu, z Dorotką (6) starszą o rok. Podróż uświadomiła mi, że nadal nie lubię latać samolotem, ale i tak warto było się przełamać, żeby spędzić te kilka cudownych dni. Bardzo żałuję, że naszego rodzeństwa nie ma tak blisko, na miejscu,  ale cóż zrobić...
Wkurza mnie polityka naszego państwa, która doprowadza do emigracji tak wielu młodych, a nawet całych rodzin, ale ilekroć tam jestem wcale się nie dziwię ludziom, że wybierają taką drogę.
Dobra koniec smęcenia, życie jest takie a nie inne i trzeba i cieszyć się z każdego dnia.
Tydzień, który dane było mam spędzić w Llandudno był fantastyczny. Góry, morze, rzeka, czyste powietrze,  tramwaje no i oczywiście mój brat i bratowa z ich malutkim "groszkiem" (w zasadzie to już ze "śliweczką" ;-)) to to, czego potrzebowałam. Nasza dwójka dzieci, wiecznie w ruchu i z rozgadaną buzią... ale zdecydowanie odpoczęłam. Wreszcie mogłam się nagadać z nimi "na żywo", a nawet po 15 latach pobujać się z bratem na huśtawce. :-)
Odwiedziłam wiele pięknych miejsc, pobuszowałam w sklepach charytatywnych (uwielbiam!), a w których kilka fajnych rzeczy znalazłam, a nawet zjadłam pierwszego w tym roku grilla, oczywiście z kiełbaski kupionej w polskim sklepie. Na spacerze z dziećmi przeżyliśmy rzadko spotykaną w tamtych stronach burzę z gradem, tacy jesteśmy wyjątkowi. ;-)
Kilka zdjęć z naszej wyprawy poniżej, a Wam serdecznie polecam tamte strony na wypoczynek. :)
Pawełek (3) próbował zabrać całą plażę do kieszeni. ;-)
Ruiny zamku w Conwy obowiązkowy punkt programu. 
Kiedy Morze Irlandzkie "oddało" nam plaże, czas na poszukiwania muszelek i innych skarbów...
 albo po prostu sprawdzanie temperatury wody.
Zachód słońca nad rzeką, z której, jak stwierdziły moje dzieci, ktoś wyciągnął korek.
Fish & chips z groszkiem to obowiązkowe danie. Może trochę tłuste, ale pyszne! Tu akurat wersja dziecięcego dania.
 Z czerwonej budki, każdy chciał zadzwonić. :-)
W wigilię Dorotki 6. urodzin pojawił się księżniczkowy torcik.
Niestety czas naszych przyspieszonych wakacji bardzo szybko minął i trzeba było wracać do domu.
Mam nadzieję, że już niedługo znowu się wybierzemy, w tą mająca prawie 2000 km podróż.

PS. A już koło 12:00 zapraszam Was na konkurs :)

6 komentarzy:

  1. Też bym jechała na jakieś krótkie wakacje. Bardzo ładne okolice tam są:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wspaniała podróż :-))) nas też czeka daleka podróż w tym roku i pierwszy lot samolotem :-)))))) może jakieś wskazówki ???

    OdpowiedzUsuń

 

Obejrzało nas

Tymczasem w Bydgoszczy...

Newsletter